Wojtek Majewski
"Majki"






Świat przywitałem jeszcze w latach 70-tych a raczej z ich końcem. 16 września 1979 roku, Mama dostała bóli i po kilku godzinach wydałem z siebie pierwszy krzyk. W swoim dzieciństwie jak każdy chłopiec byłem raczej przebojowym dzieckiem, często imały się mnie różne przygody, które nie zawsze kończyły się bez szwanku. Nad dwoma kółkami dość późno zacząłem panować. Chyba w wieku 7 lub 8-miu lat nauczyłem się jeździć na rowerze, i od tamtej pory nie rozstawałem się z nim na dłużej.


1991
Pierwszym jednośladem, którym jeździłem bez pomocy mięśni była Motorynka Romet 50 ccm, którą dostałem jako prezent od kuzyna. Sprzęt ten na tamte czasy rozpędzał się do około 45 km/h i to w dwie osoby na swoim grzbiecie. Ten czas w sumie w moim życiu zainicjował pasję osiągami i jak największą mocą.



1995

Większa sprawa Simson SR50 Enduro, kupiony od kolegi, dzięki któremu stałem się poważnym już „motonitą”, który werbował resztę podwórkowego koleżeństwa do zakupu jakiejkolwiek spalinówki.



1997

Zdałem egzamin na prawo jazdy tylko z kategorią „B” co wydawało mi się w tamtym czasie wystarczające. Uważałem, że nie powrócę do jednośladów, na których można zmoknąć i zmarznąć. Pod uwagę brałem jeszcze kilka drobnych wywrotek jeszcze z czasów jazdy motorowerami. Za kierownicą samochodu siedzę do dziś dnia, ale już nie pasjonują mnie na tyle aby zrezygnować z Motocyklizmu.


2001
Miłość i fascynacja motocyklami odżyła po wakacjach w Chorwacji gdzie sportowych motocykli było całe mnóstwo i turystów, którzy pstrykali sobie przy nich zdjęcia. Byłem tak naładowany chęcią posiadania motocykla, że przez kilka miesięcy nie myślałem o niczym innym. W 2001 roku zakupiłem pierwszy konkretny BIKE- Kawasaki KLE 500 z 1991 roku. Stan tego motocykla był idealny z przeznaczeniem turystycznym, był to bowiem motor z kategorii Turystyczne-Enduro, którym jeździłem ponad rok (bez kategorii „A”)



2003
Upłynął pod znakiem SPORT-LEGALIZACJA. W tym właśnie roku zdobyłem prawo jazdy z kategorią „A” i motocykl z grupy SUPERSPORT 600. Wymarzony GSXR 600 SRAD stanął w garażu na maxa odpicowany. Jazda takimi właśnie motocyklami podwyższa stężenie adrenaliny we krwi i powoduje silne uzależnienie. Dodatkowo pierwszy raz w życiu miałem okazje na własnej skórze przekonać się o bezmyślności kierowców samochodowych, którzy wykonują różne manewry bez spoglądania w lusterka.



2004
Zamieniłem SUPERSPORT-a 600 na STOCKSPORT-a 750 tej samej marki, czyli SUZUKI GSXR 750 SRAD. Motocykl zasilany przy pomocy wtrysku paliwa i mocy ponad 135KM. Z udziałem tej maszyny wziąłem udział w wyprawie Bogatynia-Bułgaria i nakręciłem prawie 5000 km. Miło wspominam ten motocykl jak i samą wyprawę, która była nie lada wyczynem, biorąc pod uwagę, że podróżowałem z dziewczyną i wszystkimi bibelotami jej potrzebnymi.



2004-2005
Sprzedałem SRAD-a i kupiłem HONDE CBR 929 FIREBLADE. Kolejne marzenie się spełniło. Od tamtej pory dosiadałem prawie 150 konny motocykl z mega osiągami. Dla niewtajemniczonych napiszę, że 0-200 km/h zajmowało tej maszynie około 8 sec. Robi wrażenie, co?

Również w tym roku po raz pierwszy z kumplami z Berlina, Wrocławia i Bogatyni pojechaliśmy motocyklami na MOTO GP do Brna, aby "na żywca" zobaczyć 250-cio konne maszyny i oczywiście samego Mistrza VALENTINO ROSSI, którego jestem wielkim fanem. Niestety w 2005 roku uległem dosyć poważnemu wypadkowi, w którym to połamałem obie nogi w piszczelach i rozbiłem ukochaną Hondę. Na szczęście po dosyć długim okresie rekonwalescencji i rehabilitacji i podporze kolegów z ekipy motocyklowej mogę znów cieszyć się przyjęciem PIONOWEJ oraz EMBRIONALNEJ pozycji przy codziennym chodzeniu i jeździe motocyklem.


2006
Rok rozpoczął się ponowną nauka chodzenia oraz powrotem do normalności (7 miesięcy gipsu na obu nogach). Sprzedałem rozbitą Hondę i przy pomocy pieniędzy z ubezpieczenia zdrowotnego stałem się posiadaczem nowej CBR-ki 600 F/S z 2002 roku i mocy 116KM. Doszedłem do wniosku, że nie potrzebuje aż tak dużej mocy w motocyklu, której i tak nie wykorzystam. Ponownie byłem, na MOTO GP w Brnie, ale tym razem samochodem. We wrześniu poleciałem na wczasy do Turcji, aby jakoś odreagować te całe kłopoty ze zdrowiem i aby nabrać siły na przyszły sezon.


2007(dzisiaj)
Snuję plany na cały rok, oczywiście przy użyciu ukochanego motocykla i chłopaków z ekipy motocyklowej, których pragnę serdecznie pozdrowić.








Powrót